<title_newspaper="ycie Warszawy"> 
<title_article="Drukarze mwi o sobie> 
<author_1=Wys.> 
<author_2=>
<language=pl> 
<style=press> 
<year="1952">
<month="9">
<date=1952-09-20>
<period=d> 
<status=1_obieg>
<support=paper>
Dzie to by powszedni, towarzysze, i pracowalimy jak zwykle do godz. 17. Tak samo, jak wszystkie zakady
przemysowe stolicy Argentyny. A punkty wyborcze, rozrzucone po caym ogromnym miecie, czynne byy
do godz...18. Czyli, e kto zdy, ten mg i gosowa. Ale takich byo niewielu...
W drukarni, w ktrej pracowaem, na 1200 robotnikw byo ok. 200 komunistw. Postanowilimy i wsplnie    do wyborw. Przygotowalimy transparenty, portrety i zwart grup  wprost od warsztatu ruszylimy do punktu wyborczego. Ale nie uszlimy daleko. Kilkaset metrw zaledwie i oto ruszya na nas szara konnej policji, ktra tnc szablami i strzelajc na olep staraa si rozpdzi rwcy ulic tum.
Moje szczcie, e udao mi si jako umkn w bram. Dwch kolegw nie wstao wicej z bruku... Tak
to, prosz towarzyszy, wyglday wybory po tamtej stronie medalu... 
Opowiem wam jeszcze  bo to kadego z drukarzy interesuje najwicej  jaka jest rnica midzy drukarni nasz, polsk, a drukarni tam w Ameryce. Rnica jest prosta. Oni nie znaj w ogle takich poj jak higiena czy bezpieczestwo pracy. O jakim mleku, wydawanym wszystkim pracownikom drukarni, o odpowiedniej wentylacji czy stowkach  sowem o tym wszystkim, co dla nas tu stao si ju powszednim chlebem  tam, towarzysze, w ogle nie ma mowy. Wszystko jest nastawione na to, aby z pracownika wycisn wszystkie siy,  dajc mu w zamian moliwie jak najmniej... A nie podoba ci si, boisz si o zdrowie, prosz bardzo, id w pierony. Bdzie na twoje miejsce 20 innych.
Ja, towarzysze, mogem powrci do kraju wanie dziki takim twrcom Polski Ludowej, jak Bolesaw
Bierut, Konstanty Rokossowski czy Jakub Berman i Franciszek Fiedler. 
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language> 
</author_2> 
</author_1>
